To, co powstrzymuje (powstrzymywało mam nadzieję) od pisania tu, to lęk przed napisaniem bzdur, albo czegoś nieciekawego. Lęk przed tym, że komuś moje pisanie może się nie spodobać. Że wytknięte zostaną mi błędy stylistyczne, brak polotu, nieciekawość, wtórność, nie daj Boże próby podrabiania cudzych tekstów (inspiracje bywają zgubne). Czas, jego brak, jest najmniejszą przeszkodą - jestem zdania, że przy dobrej organizacji da się naprawdę wiele ogarnąć.
Nie ma jednak dnia abym nie wracała myślami do chęci pisania, do chęci opisywania codzienności, wyrażania swojego zdania na różne tematy. Wielokrotnie w ciągu dnia zapoznaję się z opiniami innych na temat metod wychowania dzieci, najnowszych trendów modowych czy odkryć żywieniowych i kulinarnych, a sama gubię przy tym nawale różnych zdań własne, osobiste, nie podkręcone aferką w sieci czy burzliwą dyskusją pod którymś z postów moich ulubionych blogerów.
Czas więc wyjść z cienia, narzuconego sobie samej. Nikt nie ogranicza nas tak bardzo jak my sami... niestety jestem tego niechlubnym przykładem. Czy to się jednak komuś spodoba czy nie, a zakładam, że niewiele osób (tylko ja?!) będzie tu zaglądać - nie szkodzi, za kilka(naście) lat dobrze będzie wrócić do opisu czasów gdy chłopcy lubili się przytulać, Kris nie mógł zasnąć bez mamy lub taty, Wojciech broił z miną anioła, a błahe problemy urastały do rangi katastrofy.
A jaka jest ta moja/nasza codzienność? Kris lat 5 z dużym hakiem, zerówkowicz z mocno obniżoną odpornością, która co kilka dni, czasem tygodni, przypomina jak niewiele trzeba aby niewinna chrypka przerodziła się w zapalenie krtani i co najmniej tydzień wagarów od przedszkola. Wojciech lat 1 z małym hakiem, początkujący użytkownik dolnych kończyn w pozycji pionowej, za jego anielskim uśmiechem i błękitnym spojrzeniem kryją się nieskończone pokłady pomysłów na uprzykrzenie matce dnia. Tata... to tata. Mama... to ja. Raczej wycofana (nad czym pracuję), dość nieśmiała (również), ciągle niewyspana (skutecznie pracują na to chłopcy), z nieustającym brakiem czasu na ukochane książki i pisanie (też do poprawki, czasu mamy wszyscy tyle samo, kluczowe jest nim gospodarowanie).
Za kilka tygodni wielkie zmiany - po długim rocznym urlopie macierzyńskim wracam do pracy, która kiedyś dawała mi tyle samo satysfakcji co frustracji, z nadzieją, że nie będzie gorzej.