wtorek, 8 kwietnia 2014

Dotknięcie

Kiedyś przeczytałam, że kobieta żyje wspomnieniami, a mężczyzna ... czymś tam innym, już nie pamiętam czym (ale z pewnością bez zabarwienia romantycznego).
I codziennie utwierdzam się w tym smutnym przekonaniu, że tak właśnie jest. Wspomnienia wracają każdego dnia, niezależnie od tego, czy chcę, czy nie, w chwili nieuwagi mydlą mi spojrzenie i powodują, że powieki stają się tonę cięższe, a piękna rzeczywistość milion tonów szarsza i nieprzyjazna. Dlatego nie lubię wspomnień, bo zaburzają poczucie bycia w teraźniejszości, przeszkadzają w cieszeniu się nią. Pracuję bardzo nad panowaniem nad nawrotami wspomnień, ale chwile słabości są paradoksalnie silniejsze od najsilniejszej mojej woli. A jeśli dodatkowo pojawi się jakiś bodziec, coś co dotrze nie tylko do wyobraźni, ale i to uszu czy oczu... mogiła, jak to mówiła kiedyś młodzież (dziś takich ładnych określeń już nikt nie używa).
Dzisiejsze popołudnie to takie unaocznione wspomnienia tego, co nigdy się nie zdarzyło, co nigdy nie było moim udziałem, a kiedyś myślałam, że powinno. Dziś już tak nie myślę.

Synek otrzymał dziś w niezamierzonym prezencie ode mnie garnitur prezesa, wygląda bosko, jak to mój Synek :) A mąż uzewnętrznił się w mini ogródku przed brzydkim domem naszym. Może jeszcze trochę i odważę się wklejać tu zdjęcia.

Brzuch dziś kłuje mnie od popołudnia, niepokojąco.

Rekolekcje, których uczestnikiem bywałam od niedzieli, uważam za spowiedzią zakończone. Jutro odpuszczam. Jutro pracuję. Taki jest plan.
Tym razem niewiele wniosły w moją samoświadomość jako katolika. Dostawca nie ten, może odbiornik nie na te fale nastawiony co trzeba, nie umiem określić.


Niedługo Wielkanoc, nie odczuwam jeszcze.

wtorek, 25 marca 2014

Miłość

Synek to istota nadal nas zaskakująca i nie zamierza przestawać. Wczoraj wysiadając z tatą z samochodu upuściła zabawkę. Tata oczywiście schylił się po nią i Synkowi podał. Na to Synek powiedział:
- dziękuje ci tatusiu, że podałeś mi zabawkę. Kocham Cię. Do tej pory kochałem mamę bardziej ale teraz kocham cię tak samo już, bo jesteś taki dobry i podałeś mi zabawkę.

Jak niewiele wystarczy aby dziecko kochało nas najbardziej jak umie. A jak wielu tego nie docenia.

Widzę i czytam niemal codziennie historie dzieci porzuconych, opuszczonych, niechcianych, zaniedbywanych, bitych, poniewieranych, nieszanowanych.... I przy każdej mam łzy w oczach, często na policzkach.
Dzieci to największy nas wszystkich skarb, najcenniejszy, o który dbać powinno się bardziej niż o siebie samych. A to właśnie dzieci cierpią najbardziej z powodu i przez dorosłych.

piątek, 21 marca 2014

Zranione uczucia

Dziecko to człowiek, z wszystkimi jego cechami. Mam tego pełna świadomość, taką pełna, że przepełniona czasami, a i tak nie udaje mi się uniknąć wpadek pt. syndrom zmęczonego rodzica.

Synek jest wrażliwy, jak ja, nie jak tata. Przynajmniej na razie, pewnie Mu się odmieni.

Przedwczoraj w kryzysie środka tygodnia straciłam cierpliwość i powtarzając upomnienie po raz któryś z wielu dziesiątek użyłam tonu ostrzejszego niż standardowo. Czteroletni człowiek natychmiast stanął na równe nogi mocno urażony i wyraźnie zasmucony i poważnym tonem poinformował:
- Zraniłaś moje uczucia - i buzia w podkowę. I mnie rozbroił. Matkę rodzoną. I do tego kolejne uzasadnione wyrzuty sumienia obudził. Ma moc w tej swojej młodej głowie.

wtorek, 18 marca 2014

Gratulacje

- Pogratulujesz mi mamuś? - zapytał Synek o 5:30 rześko wyskakując ze SWOJEGO łóżka w SWOIM pokoju i dziarsko przechodząc do łóżka rodzicieli.
- No pewnie, gratulacje synku - jeszcze na pół senna doceniłam jego wyczyn w postaci całej przespanej nocy tak daleko od rodziców.
- No dzięki. Ale teraz mogę pospać trochę u was?
- Pewnie :)

Oczywiście już nie pospał. I ja też nie. Do ucha za to zanucił poranne eremefefem...

piątek, 14 lutego 2014

Pisowstręt

Może jednak bez przesady ze wstrętem, ale o wstręcie łatwiej mi pisać niż o strachu. Boję się bać, nie lubię, nie odstając zapewne z tym podejściem od większości ludzi. Ale tak bardzo unikam strachu, że wole nazwać ostatnie półtora miesiąca wstrętem do pisania, mimo że nie do końca tak właśnie było.
Podczytuję trochę blogi innych, zabawne, elokwentne, wesołe, ciekawe, o dzieciach i innych ludziach, o świecie. I moje przy tamtych pisanie wydawało mi się być takie...nijakie, niepotrzebne, bez wartości, że zaprzestałam chwilowo uwstręcając się do adresu bloga.
Dziś postanowiłam, że już czas najwyższy, aby jednak przeszedł mi ten egocentryczny stosunek do własnych nieumiejętności. I jak nie dla siebie chociaż, to w próżnię będę pisać, żeby za 20 lat przekazać adres synkowi jednemu i drugiemu, żeby archiwum własnego dorastania przeczytali, i przypomnieli sobie jak kiedyś stara matkę kochali.

Synek znowu chory, w tym roku po raz trzeci zapalenie krtani zostawiło Go na 10 dni w domu razem z tatusiem kochanym. Bo Synek ostatnio zmienił taktykę zupełnie dobrowolnie i zwraca się do  nas per mamusiu i tatusiu, czasem dodając kochana i kochany. Świadomie czy nie rozlewa przy tym miód na moje serce i leczy wszystkie nocne drapnięcia i kopniaki (już niedługo przyjdzie czas na wyprowadzkę z łóżka rodziców, pewnie znowu wrócimy do mamo i tato).

Siedzenie w domu ewidentnie nudzi Synka, już nawet pójście spać o 21:00 jest nudne, bo spanie tez jest nudne, przecież wtedy nic się nie robi. Bajki są nudne, logo jest nudne, lekarz jest nudny. Tylko jedzenie , na które ostatnio nałożone ma obostrzenia nie jest nudne i udoskonalanie nowo zdobytych umiejętności grania w mario i na komórce tatusia nie jest nudne. A cała reszta bardzo jest.

W poniedziałek, ulubiony dzień, bo zabawki są dozwolone, maszeruje Synek do przedszkola i może nudzić się zaprzestanie. Liczę na co najmniej dwa tygodnie, żeby nie zapeszyć, na więcej. Chorowanie kiedyś w końcu przecież musi minąć...

Synek numer 2 rośnie, ma 13 tygodni i jakieś 3-4 dni. Wystawił się wczoraj Panu doktorowi na widok :)
Tata nie zapałał entuzjazmem... mama przeszczęśliwa. Oby był zdrowy przede wszystkim.

Nadal mnie kręci w  brzuchu wieczorami, czasem w dzień, nie dając funkcjonować jak człowiekowi, a sam brzuch już rośnie i pęcznieje.

I dziś walentynki, i co z tego.