piątek, 14 lutego 2014

Pisowstręt

Może jednak bez przesady ze wstrętem, ale o wstręcie łatwiej mi pisać niż o strachu. Boję się bać, nie lubię, nie odstając zapewne z tym podejściem od większości ludzi. Ale tak bardzo unikam strachu, że wole nazwać ostatnie półtora miesiąca wstrętem do pisania, mimo że nie do końca tak właśnie było.
Podczytuję trochę blogi innych, zabawne, elokwentne, wesołe, ciekawe, o dzieciach i innych ludziach, o świecie. I moje przy tamtych pisanie wydawało mi się być takie...nijakie, niepotrzebne, bez wartości, że zaprzestałam chwilowo uwstręcając się do adresu bloga.
Dziś postanowiłam, że już czas najwyższy, aby jednak przeszedł mi ten egocentryczny stosunek do własnych nieumiejętności. I jak nie dla siebie chociaż, to w próżnię będę pisać, żeby za 20 lat przekazać adres synkowi jednemu i drugiemu, żeby archiwum własnego dorastania przeczytali, i przypomnieli sobie jak kiedyś stara matkę kochali.

Synek znowu chory, w tym roku po raz trzeci zapalenie krtani zostawiło Go na 10 dni w domu razem z tatusiem kochanym. Bo Synek ostatnio zmienił taktykę zupełnie dobrowolnie i zwraca się do  nas per mamusiu i tatusiu, czasem dodając kochana i kochany. Świadomie czy nie rozlewa przy tym miód na moje serce i leczy wszystkie nocne drapnięcia i kopniaki (już niedługo przyjdzie czas na wyprowadzkę z łóżka rodziców, pewnie znowu wrócimy do mamo i tato).

Siedzenie w domu ewidentnie nudzi Synka, już nawet pójście spać o 21:00 jest nudne, bo spanie tez jest nudne, przecież wtedy nic się nie robi. Bajki są nudne, logo jest nudne, lekarz jest nudny. Tylko jedzenie , na które ostatnio nałożone ma obostrzenia nie jest nudne i udoskonalanie nowo zdobytych umiejętności grania w mario i na komórce tatusia nie jest nudne. A cała reszta bardzo jest.

W poniedziałek, ulubiony dzień, bo zabawki są dozwolone, maszeruje Synek do przedszkola i może nudzić się zaprzestanie. Liczę na co najmniej dwa tygodnie, żeby nie zapeszyć, na więcej. Chorowanie kiedyś w końcu przecież musi minąć...

Synek numer 2 rośnie, ma 13 tygodni i jakieś 3-4 dni. Wystawił się wczoraj Panu doktorowi na widok :)
Tata nie zapałał entuzjazmem... mama przeszczęśliwa. Oby był zdrowy przede wszystkim.

Nadal mnie kręci w  brzuchu wieczorami, czasem w dzień, nie dając funkcjonować jak człowiekowi, a sam brzuch już rośnie i pęcznieje.

I dziś walentynki, i co z tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz