Może jednak bez przesady ze wstrętem, ale o wstręcie łatwiej mi pisać
niż o strachu. Boję się bać, nie lubię, nie odstając zapewne z tym
podejściem od większości ludzi. Ale tak bardzo unikam strachu, że wole
nazwać ostatnie półtora miesiąca wstrętem do pisania, mimo że nie do
końca tak właśnie było.
Podczytuję trochę blogi innych, zabawne, elokwentne, wesołe, ciekawe, o
dzieciach i innych ludziach, o świecie. I moje przy tamtych pisanie
wydawało mi się być takie...nijakie, niepotrzebne, bez wartości, że
zaprzestałam chwilowo uwstręcając się do adresu bloga.
Dziś postanowiłam, że już czas najwyższy, aby jednak przeszedł mi ten
egocentryczny stosunek do własnych nieumiejętności. I jak nie dla siebie
chociaż, to w próżnię będę pisać, żeby za 20 lat przekazać adres
synkowi jednemu i drugiemu, żeby archiwum własnego dorastania
przeczytali, i przypomnieli sobie jak kiedyś stara matkę kochali.
Synek znowu chory, w tym roku po raz trzeci zapalenie krtani zostawiło
Go na 10 dni w domu razem z tatusiem kochanym. Bo Synek ostatnio zmienił
taktykę zupełnie dobrowolnie i zwraca się do nas per mamusiu i
tatusiu, czasem dodając kochana i kochany. Świadomie czy nie rozlewa
przy tym miód na moje serce i leczy wszystkie nocne drapnięcia i
kopniaki (już niedługo przyjdzie czas na wyprowadzkę z łóżka rodziców,
pewnie znowu wrócimy do mamo i tato).
Siedzenie w domu ewidentnie nudzi Synka, już nawet pójście spać o 21:00
jest nudne, bo spanie tez jest nudne, przecież wtedy nic się nie robi.
Bajki są nudne, logo jest nudne, lekarz jest nudny. Tylko jedzenie , na
które ostatnio nałożone ma obostrzenia nie jest nudne i udoskonalanie
nowo zdobytych umiejętności grania w mario i na komórce tatusia nie jest
nudne. A cała reszta bardzo jest.
W poniedziałek, ulubiony dzień, bo zabawki są dozwolone, maszeruje Synek
do przedszkola i może nudzić się zaprzestanie. Liczę na co najmniej dwa
tygodnie, żeby nie zapeszyć, na więcej. Chorowanie kiedyś w końcu
przecież musi minąć...
Synek numer 2 rośnie, ma 13 tygodni i jakieś 3-4 dni. Wystawił się wczoraj Panu doktorowi na widok :)
Tata nie zapałał entuzjazmem... mama przeszczęśliwa. Oby był zdrowy przede wszystkim.
Nadal mnie kręci w brzuchu wieczorami, czasem w dzień, nie dając
funkcjonować jak człowiekowi, a sam brzuch już rośnie i pęcznieje.
I dziś walentynki, i co z tego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz