wtorek, 8 kwietnia 2014

Dotknięcie

Kiedyś przeczytałam, że kobieta żyje wspomnieniami, a mężczyzna ... czymś tam innym, już nie pamiętam czym (ale z pewnością bez zabarwienia romantycznego).
I codziennie utwierdzam się w tym smutnym przekonaniu, że tak właśnie jest. Wspomnienia wracają każdego dnia, niezależnie od tego, czy chcę, czy nie, w chwili nieuwagi mydlą mi spojrzenie i powodują, że powieki stają się tonę cięższe, a piękna rzeczywistość milion tonów szarsza i nieprzyjazna. Dlatego nie lubię wspomnień, bo zaburzają poczucie bycia w teraźniejszości, przeszkadzają w cieszeniu się nią. Pracuję bardzo nad panowaniem nad nawrotami wspomnień, ale chwile słabości są paradoksalnie silniejsze od najsilniejszej mojej woli. A jeśli dodatkowo pojawi się jakiś bodziec, coś co dotrze nie tylko do wyobraźni, ale i to uszu czy oczu... mogiła, jak to mówiła kiedyś młodzież (dziś takich ładnych określeń już nikt nie używa).
Dzisiejsze popołudnie to takie unaocznione wspomnienia tego, co nigdy się nie zdarzyło, co nigdy nie było moim udziałem, a kiedyś myślałam, że powinno. Dziś już tak nie myślę.

Synek otrzymał dziś w niezamierzonym prezencie ode mnie garnitur prezesa, wygląda bosko, jak to mój Synek :) A mąż uzewnętrznił się w mini ogródku przed brzydkim domem naszym. Może jeszcze trochę i odważę się wklejać tu zdjęcia.

Brzuch dziś kłuje mnie od popołudnia, niepokojąco.

Rekolekcje, których uczestnikiem bywałam od niedzieli, uważam za spowiedzią zakończone. Jutro odpuszczam. Jutro pracuję. Taki jest plan.
Tym razem niewiele wniosły w moją samoświadomość jako katolika. Dostawca nie ten, może odbiornik nie na te fale nastawiony co trzeba, nie umiem określić.


Niedługo Wielkanoc, nie odczuwam jeszcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz