wtorek, 25 marca 2014

Miłość

Synek to istota nadal nas zaskakująca i nie zamierza przestawać. Wczoraj wysiadając z tatą z samochodu upuściła zabawkę. Tata oczywiście schylił się po nią i Synkowi podał. Na to Synek powiedział:
- dziękuje ci tatusiu, że podałeś mi zabawkę. Kocham Cię. Do tej pory kochałem mamę bardziej ale teraz kocham cię tak samo już, bo jesteś taki dobry i podałeś mi zabawkę.

Jak niewiele wystarczy aby dziecko kochało nas najbardziej jak umie. A jak wielu tego nie docenia.

Widzę i czytam niemal codziennie historie dzieci porzuconych, opuszczonych, niechcianych, zaniedbywanych, bitych, poniewieranych, nieszanowanych.... I przy każdej mam łzy w oczach, często na policzkach.
Dzieci to największy nas wszystkich skarb, najcenniejszy, o który dbać powinno się bardziej niż o siebie samych. A to właśnie dzieci cierpią najbardziej z powodu i przez dorosłych.

piątek, 21 marca 2014

Zranione uczucia

Dziecko to człowiek, z wszystkimi jego cechami. Mam tego pełna świadomość, taką pełna, że przepełniona czasami, a i tak nie udaje mi się uniknąć wpadek pt. syndrom zmęczonego rodzica.

Synek jest wrażliwy, jak ja, nie jak tata. Przynajmniej na razie, pewnie Mu się odmieni.

Przedwczoraj w kryzysie środka tygodnia straciłam cierpliwość i powtarzając upomnienie po raz któryś z wielu dziesiątek użyłam tonu ostrzejszego niż standardowo. Czteroletni człowiek natychmiast stanął na równe nogi mocno urażony i wyraźnie zasmucony i poważnym tonem poinformował:
- Zraniłaś moje uczucia - i buzia w podkowę. I mnie rozbroił. Matkę rodzoną. I do tego kolejne uzasadnione wyrzuty sumienia obudził. Ma moc w tej swojej młodej głowie.

wtorek, 18 marca 2014

Gratulacje

- Pogratulujesz mi mamuś? - zapytał Synek o 5:30 rześko wyskakując ze SWOJEGO łóżka w SWOIM pokoju i dziarsko przechodząc do łóżka rodzicieli.
- No pewnie, gratulacje synku - jeszcze na pół senna doceniłam jego wyczyn w postaci całej przespanej nocy tak daleko od rodziców.
- No dzięki. Ale teraz mogę pospać trochę u was?
- Pewnie :)

Oczywiście już nie pospał. I ja też nie. Do ucha za to zanucił poranne eremefefem...

piątek, 14 lutego 2014

Pisowstręt

Może jednak bez przesady ze wstrętem, ale o wstręcie łatwiej mi pisać niż o strachu. Boję się bać, nie lubię, nie odstając zapewne z tym podejściem od większości ludzi. Ale tak bardzo unikam strachu, że wole nazwać ostatnie półtora miesiąca wstrętem do pisania, mimo że nie do końca tak właśnie było.
Podczytuję trochę blogi innych, zabawne, elokwentne, wesołe, ciekawe, o dzieciach i innych ludziach, o świecie. I moje przy tamtych pisanie wydawało mi się być takie...nijakie, niepotrzebne, bez wartości, że zaprzestałam chwilowo uwstręcając się do adresu bloga.
Dziś postanowiłam, że już czas najwyższy, aby jednak przeszedł mi ten egocentryczny stosunek do własnych nieumiejętności. I jak nie dla siebie chociaż, to w próżnię będę pisać, żeby za 20 lat przekazać adres synkowi jednemu i drugiemu, żeby archiwum własnego dorastania przeczytali, i przypomnieli sobie jak kiedyś stara matkę kochali.

Synek znowu chory, w tym roku po raz trzeci zapalenie krtani zostawiło Go na 10 dni w domu razem z tatusiem kochanym. Bo Synek ostatnio zmienił taktykę zupełnie dobrowolnie i zwraca się do  nas per mamusiu i tatusiu, czasem dodając kochana i kochany. Świadomie czy nie rozlewa przy tym miód na moje serce i leczy wszystkie nocne drapnięcia i kopniaki (już niedługo przyjdzie czas na wyprowadzkę z łóżka rodziców, pewnie znowu wrócimy do mamo i tato).

Siedzenie w domu ewidentnie nudzi Synka, już nawet pójście spać o 21:00 jest nudne, bo spanie tez jest nudne, przecież wtedy nic się nie robi. Bajki są nudne, logo jest nudne, lekarz jest nudny. Tylko jedzenie , na które ostatnio nałożone ma obostrzenia nie jest nudne i udoskonalanie nowo zdobytych umiejętności grania w mario i na komórce tatusia nie jest nudne. A cała reszta bardzo jest.

W poniedziałek, ulubiony dzień, bo zabawki są dozwolone, maszeruje Synek do przedszkola i może nudzić się zaprzestanie. Liczę na co najmniej dwa tygodnie, żeby nie zapeszyć, na więcej. Chorowanie kiedyś w końcu przecież musi minąć...

Synek numer 2 rośnie, ma 13 tygodni i jakieś 3-4 dni. Wystawił się wczoraj Panu doktorowi na widok :)
Tata nie zapałał entuzjazmem... mama przeszczęśliwa. Oby był zdrowy przede wszystkim.

Nadal mnie kręci w  brzuchu wieczorami, czasem w dzień, nie dając funkcjonować jak człowiekowi, a sam brzuch już rośnie i pęcznieje.

I dziś walentynki, i co z tego.

wtorek, 24 grudnia 2013

Tradycja

Święta nie nastrajają, Święta rozstrajają. Wybija się człowiek z rytmu codziennych porannych kaw, sprawdzania poczty i odświeżania aktualnego na godzinę 7:50 stanu świata. I wmanewrowuje się go w serniki, pierniki, grzyby i inne śledzie, i puchnie za stołem bezbronny, otoczony alkoholowymi oddechami współtowarzyszy niedoli. Ci to chociaż zaleją bezradność etanolem. A abstynent to co? Biedny taki. Biedna taka... widział ktoś kiedyś świątecznego abstynenta faceta?

Rozstrojona więc mieszam sałatki i godzę sie na nieuniknione.

Wesołych Świąt...

wtorek, 17 grudnia 2013

Wroga ciąg dalszy stąpa. I nikomu nie można wierzyć.

Stąpa i uparcie nie chce ustąpić. Wredny kaszel się uczepił małego bezbronnego (tylko wobec wrednego kaszlu) Synka i nie mija jak zawsze po napakowaniu czterolatka sterydami, syropami, inhalacjami i nieustannie powtarzanym "nie biegaj!".
Wróg stąpa w dzień, choć wyjątkowo łagodnie, w porównaniu do nocy, kiedy nie daje spać zarówno swojemu żywicielowi jak i postronnym obecnym w okolicy 20 metrów. Walczymy, ze ściśniętym niepokojem gardłem.
A fasol rośnie, za dwa dni się zwerbalizuje, wstępnie i oficjalnie.

Zaufanie staje się nawet niezbyt powoli cenniejsze niż dzień totalnie wolny od pracy, a nie doświadczyłam takiego od lat trzech z kawałkiem; albo od przespanej od początku do końca nocy, z którą nie miałam przyjemności od prawie lat czterech.
Nikomu nie można wierzyć, a najbardziej tym, którzy wmawiają Ci, że im można. Nawet trzeba, bo to najwyżsi. Najlepsi. I bez uchybień - tak się widzą i piszą, i czują, i taką krzewią naukę podległym.
Pamiętajcie - nikomu!
Chyba, że to Mąż.

Kogo porwie wiatr

Fasol rośnie, daje o sobie znać fundując mi nieustannego kaca jak po mega imprezie. Jego prawo. Wróżą mi kolejnego mena, nic przeciw nie mam, ale "byle było toto zdrowe i całe".

Wypada wspomnieć i o Świętach - najgrzeczniejszy bezsprzecznie okazał się najmłodszy - przewiduję kolejne korki w pokoiku Synka, mimo wypaśnego garażu i schowka na autka.
Dla mnie - najlżejsze tym razem - bo na sucharkach z dżemem truskawkowym i zdawkowych łykach barszczyku zagryzanym pierogiem z grzybem (głupia ja). Nadrobię za rok.

Tekst dnia:
- Tata, ciebie to wiatr nie porwie - rzekł Synek klepiąc tatusia po niedelikatnie wystającym brzuchu (póki co większym od mojego).
Tak obstrzygnięty na zapałka Synek podsumował rok tatusia swojego :)