W krótkim czasie z kaszlu wyłania się
okrutnik zwany zapaleniem i bezczelnie atakuje krtań kaszlącego
wywołując odgłos szczekającego psa, zmęczonego i wkurzonego. I poddusza
kaszlaka, blokuje oddech, a u słuchaczy wywołuje nieopisany strach przed
wiadomymi konsekwencjami. Mimo że teoretycznie wiadomych nie ma się co
bać - na pewno bedą nieprzespane noce, inhalacje sterydami, być może
nocna wizyta na pogotowiu gdy sterydy podane wziewnie nie pomogą ( a
często tak bywa), w ostateczności szpital - na 8 zapaleń w ciagu 8
miesięcy zdarzył się raz - Synek był wtedy najzdrowszym dzieckiem na
oddziale a spędził tam cztery razy więcej czasu niż powinien
poczęstowany infekcjami szpitalnymi w gratisie.
Zapalenie
jakby w kalendarzu zapisało sobie że raz w miesiącu będzie nam Synka
dręczyć swoją obecnością w Jego krtani. I dręczy nieprzerwanie od
miesięcy ośmiu.
Nie ma nic gorszego niż krzywda i cierpienie własnego dziecka, na które nie można nic poradzić. I to wie tylko rodzic.
Synek dziś zmęczony porannym atakiem kaszlu płaczliwym głosem zapytał:
- Mama, czemu ja ciągle choruje? Inne dzieci nie chorują tylko ja.
-
Bo Twoje gardełko jest jeszcze młode i nieodporne na zapalenia. Jak
będziesz większy to gardełko też urośnie i nie będziesz chorować.
- Mama, ja już chcę być dorosły.
Wieczorem natomiast pozornie lepiej mający się Synek odważnie snuł plany na przyszłość:
-
Mama, jak dorosnę to będę naprawiaczem, i policją, i wozem strażackim, i
karetkarzem, i kierowarzem ( to ten co uczy innych jeździć), i
traktorzystą, i jeszcze będę szambiarzem jak będę duży.
Dobrze że lista jest długa, być może nie ze wszystkim się wyrobi, ale ambicje ma niekłamane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz